Historia

Deportacje ludności polskiej na Wschód podczas II wojny światowej.

Nienawiść do Polski wpajana od lat radzieckiemu społeczeństwu zaowocowała niemal natychmiast po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie polskie we wrześniu 1939 roku.

Pierwszym przejawem polityki stalinowskiej był sposób, w jaki potraktowano jeńców polskich. ZSSR nie uznawał konwencji genewskich o traktowaniu jeńców wojennych wychodząc z założenia, że prawa świata „ kapitalistycznego” nie obowiązują „proletariatu”. Około 230 tys. jeńców polskich schwytanych przez Armię Czerwoną we wrześniu i aresztowanych jesienią przez policję radziecką przekazano pod koniec października 1939 r. w ręce NKWD, następnie zaś kierowano transportami na wschód – do obozów przejściowych, do więzień śledczych oraz obozów pracy niewolniczej rozrzuconych po całym terytorium Związku Radzieckiego. Oficerów, część policji, Korpusu Ochrony Pogranicza, księży skierowano do specjalnych obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Wiosną 1940 roku zostali oni z tych obozów wywiezieni na miejsce straceń. Oficerów i żołnierzy z Kozielska w liczbie 4421 rozstrzelano w lesie katyńskim niedaleko Smoleńska. Szczątki pozostałych ponad 17 tys. oficerów i innych jeńców polskich z trzech obozów odnaleziono dopiero po pięćdziesięciu latach. Zostali oni wymordowani w kaźniach NKWD w Kalininie i Charkowie, a pochowani w miejscowości Dergacze w pobliżu Charkowa oraz Miednoje koło Kalinina.

Represjom i prześladowaniom poddana została również ludność cywilna. Rozpoczęły się aresztowania i wywózki w głąb Związku Radzieckiego. Władze radzieckie kierowały najczęściej mężczyzn w sile wieku do łagrów, natomiast matki, żony, siostry, młodzież i dzieci, a także starców wywożono na zesłanie, najczęściej do Kazachstanu lub na Syberię. Liczby tych represjonowanych szacuje się na dziesiątki tysięcy.

Podstawą większości aresztowań były instrukcje deportacyjne podpisane m.in. przez generała NKWD Iwana Sierowa. Do dziś zidentyfikowano około 130 łagrów, w których znaleźli się Polacy. Do najbardziej znanych skupisk tych obozów zaliczyć należy łagry na półwyspie Kola, w rejonie Archangielska, na wybrzeżu Morza Białego, wzdłuż linii kolejowej Kołtas-Workuta, w Komi ASRR, na Uralu, w rejonie Norylska nad dolnym Jenisejem, koło Jakucka, Irkucka i Władywostoku, a także w południowej Ukrainie. Najstraszniejszy był los więźniów zesłanych do kopalń złota nad Kołymę lub ołowiu na Czukotce. Sposród co najmniej 10 tys. Polaków, którzy znaleźli się w tych obozach , do armii Andersa wydostało się tylko 171. Większość z wytraconych zmarła z szoku termicznego przy temperaturze dochodzącej do –68 stopni, szkorbutu lub zatrucia tlenkiem ołowiu. Nieliczni ocaleni byli ludzkimi wrakami, wyniszczeni potwornymi warunkami pracy i życia. Z reguły po paru latach umierali. Ogólnej liczby ofiar polskich w łagrach sowieckich nie sposób dokładnie ustalić. Przypuszczalnie do końca 1941 roku sięgała ona około 900 tys. osób.

Masowe deportacje ludności cywilnej były przeprowadzane w czterech głównych etapach: 10 lutego 1940 r., 13 kwietnia 1940 r., na przełomie czerwca i lipca 1940 r. oraz w czerwcu 1941 r. W trakcie tych akcji wywieziono około

1 milion 80 tys. obywateli polskich wśród których przeważającą część stanowiły kobiety i dzieci. Pozostali to częściowo młodzież, ludzie starsi i nieliczna grupa mężczyzn. Pierwsza deportacja przeprowadzona 10 lutego 1940 roku objęła ponad 220 tys. osób. Całe rodziny popędzono na bocznice kolejowe pozwalając zabrać ze sobą jedynie najpotrzebniejsze rzeczy . W kolejnej deportacji w kwietniu 1940 r. wywieziono 320 tys. osób. Były to rodziny wcześniej aresztowanych urzędników, rodziny wojskowych, inteligencja miejska, wśród której ogromną większość stanowiły kobiety i dzieci. W czerwcu wywożono głównie uchodźców z Polski centralnej i zachodniej oraz rodziny aresztowanych po kwietniu 1940, również i tym razem przede wszystkim inteligencję miejską – to kolejne 240 tys. osób. I wreszcie, w czerwcu 1941, w przeddzień wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, NKWD zdążyło wywieźć liczne grupy kolejarzy, leśników i inteligencję miejską. Wywieziono wówczas na wschód około 300tys. osób. Spisy osób skazanych na zsyłki były sporządzane w oparciu o dane dostarczane przez miejscowe służby NKWD, które obficie korzystały z usług donosicieli i miejscowych nacjonalistów.

Trudno sobie wyobrazić koszmar przeżyć i krzywdę wywózki. Schemat wywózek był zawsze taki sam, opracowany doskonale i mechanicznie powtarzany przez znakomicie przeszkolonych funkcjonariuszy NKWD setki, tysiące razy... Deportacje odbywały się zawsze nocą. Do mieszkań wpadała paroosobowa grupa NKW-dzistów z karabinami i niezmiennym okrzykiem "sobierejties z wieszczami !" Ojców już na ogół nie było, zostali wcześniej aresztowani. Matki z dziećmi sparaliżowane ze strachu, który odbierał zdolność myślenia, próbowały pakować rzeczy pod nadzorem NKWD. Od szczęścia zależało czy żołdacy byli choć trochę ludzcy i wrażliwi na los wywożonych, czy też byli tylko trybikami w potwornej machinie działającej przeciwko wszystkiemu co ludzkie. Szczęściarze mogli zabrać ze sobą trochę odzieży, bieliznę, żywność. Innym nie pozwolono. Żołnierze wiedzieli dobrze, że tam gdzie jadą zesłańcy, każdy kawałek odzieży czy bielizny, który można było wymienić na odrobinę żywności był na wagę złota. Deportacje w lutym 1940 roku odbywały się w szczególnie trudnych warunkach. Silne mrozy i śniegi utrudniały dowożenie ludzi z odległych osad, gajówek i leśniczówek, skąd wtedy głównie wywożono. Wagony bydlęce, w których przewożono ludzi były nieogrzewane. Ludzie byli pozbawieni na ogół ciepłej odzieży. Cóż bowiem mogła zabrać rodzina, obudzona w środku nocy, mająca na spakowanie około godziny? Już w czasie transportu śmiertelność była bardzo wysoka. W szczególności starcy i dzieci - po prostu zamarzali na śmierć. Zmarłych kazano wynosić i układać wzdłuż torów, wyrzucano z transportu lub przenoszono do wagonu trupiarni. Wywożeni musieli zostawić cały majątek, wyposażenie mieszkań - dorobek całego życia. Wszystko to zostało zagrabione przez władze sowieckie. Czasami zostawiono na piśmie protokół przejęcia majątku. Zaświadczenia te niektórzy zachowali do dziś, papierek bez żadnej wartości i prawa do rekompensaty. Ta sama instrukcja przewidywała ładowanie do jednego wagonu 25-30 osób, ale wiemy, że bywało nawet ponad 70! W trakcie "podróży" miano wydawać dziennie jeden gorący posiłek. Miał być też w każdym pociągu personel medyczny. Rzeczywistość była jednak inna. Wagony były dziurawe, przewiewne, zamknięte z zewnątrz, okienka zabite, żywność i wodę dostarczano rzadko i nieregularnie, a mrozy przekraczały – 40 stopni, stąd tyle ludzkich tragedii już w czasie drogi. Osiedlenie się nie było łatwiejsze. Zesłańców umieszczano w osadach organizowanych na noc w rejonach wyrębu lasu, lokowano w barakach, które były gotowe lub należało je najpierw sklecić. Dokuczał głód, zimno, pluskwy i wszy oraz praca ponad siły. Ponieważ dużą część stanowili starcy i dzieci, to śmiertelność była bardzo wysoka. Druga wywózka w kwietniu 1940 roku, w znacznej części dotyczyła ludności miejskiej. Odbywała się według dobrze już znanego scenariusza. Wyrywano z łóżka Bogu ducha winnych ludzi, których jedynym przewinieniem było to, że byli Polakami. Warunki tej "podróży" były również nieludzkie. Kwiecień w klimacie północy i wschodu to miesiąc często jeszcze zimowy. Brakowało pożywienia i wody. Kipiatok (czyli zupę), soloną rybę i jakąś kaszę roznoszono nieregularnie i często nocą. Panował głód i straszliwe pragnienie. Szerzyły się choroby, szczególnie wśród dzieci, głównie biegunki, gorączka i zaziębienia. Do tego dochodziło, jak w każdym wywozie, załamanie psychiczne. Śmiertelność była duża. Na miejscu zesłania rozmieszczano ludzi po barakach, kołchozach i sowchozach rozrzuconych w bezkresnych stepach Kazachstanu. Kobiety z małymi dziećmi zawozili do bardzo odległych osad kilku ziemiankowych zagubionych w stepie i tam zostawiano je na łasce losu i miejscowej ludności. I to właśnie w takich "posiołkach" najwięcej Polaków zmarło z głodu i ślad po nich zaginął. Osierocone dzieci oddawano do Domów Dziecka. Część z nich po latach wróciła, a część została zasymilowana. Tam gdzie się dało zakładano polskie szkoły i polskie kościółki. Było to dla skazańców niezmiernie ważne. W takich miejscach mogli choć trochę poczuć się Polakami.

Warunki egzystencji były wszędzie podobne: głód, nędza, choroby, wszy, pluskwy, niewolnicza praca od świtu do nocy często bez zapłaty. Najtrudniejszymi okresami do przeżycia były zimy, trwające w ostrym syberyjskim klimacie od początku października do maja. Mrozy, zawieje-huragany, brak jedzenia, odpowiedniego ubrania i obuwia. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić jak w takich warunkach można było przeżyć. Jak wiele człowiek potrafił wytrzymać. Ziemianki zasypane śniegiem równo z dachem i powyżej, osady całkowicie odcięte od siebie, zamarzająca w izbie woda, grzebanie ukochanych zmarłych w śniegu, bo ziemia była tak zamarznięta, że nie dało się wykopać grobu. Zchwilą wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej podpisano 30 lipca 1941 roku w Londynie układ między rządami Rzeczpospolitej Polskiej a ZSRR, znany jako układ Sikorski- Majski. Rząd radziecki zgodził się na utworzenie w ZSRR armii polskiej, a zarazem na udzielenie amnestii wszystkim obywatelom polskim , których pozbawiono wolności na terytorium ZSRR. Otworzyło to wrota więzień, łagrów i miejsc zesłania dla tysięcy polskich obywateli więzionych przez system stalinowski. Tylko nielicznym udało się dotrzeć do armii Władysława Andersa. Wkrótce jednak po jej ewakuacji z terytorium ZSRR do Iranu w sierpniu 1942 roku, która objęła 70 tys. żołnierzy i około 26 tys. ludności cywilnej, los Polaków rozproszonych po całym terytorium ZSRR znacznie się pogorszył. Powroty do kraju nastąpiły dopiero pod koniec wojny oraz po jej zakończeniu i odbywały się również pod egidą NKWD i jak na tę organizację przystało, sprawnie, aczkolwiek już nie tak, jak wywózki. Zawiadomienia o wyjeździe docierały co najmniej dzień wcześniej i w dzień, a nie w nocy. Na stacjach Polacy koczowali przez wiele dni w oczekiwaniu na transport - znowu bydlęce wagony, ale już nie zaplombowane. Podróż trwała bardzo długo średnio miesiąc. Któż potrafi odpowiedzieć, ilu ich tam zostało?

Niestety kończąca się wojna nie przyniosła pełnej wolności . Już od połowy 1944 roku rozpoczęły się kolejne represje. Tym razem dotknęły one żołnierzy Armii Krajowej , uznanych przez ZSRR oraz polskich komunistów za wrogów państwa rosyjskiego i polskiego. I znów rozpoczęły się aresztowania, wyroki śmierci lub wieloletni pobyt w łagrach syberyjskich.

Bardzo trudno jest dzisiaj określić dokładnie ilu Polaków, a ściślej obywateli polskich było deportowanych do Związku Radzieckiego w czasie II wojny światowej lub represjonowanych po jej zakończeniu. Dane dokumentalne są wciąż niepełne i szacunkowe ponieważ brak jest dostępu do archiwów NKWD. Publikowane w różnych opracowaniach dane różnią się czasem dość znacznie.

Nasi Sybiracy pytani o tamte lata, pełne cierpień, upokorzeń i olbrzymiej tęsknoty do najbliższych i Ojczyzny niezmiennie odpowiadają: "Przetrwać pozwoliła mam nadzieja i modlitwa. A największy hołd należy się naszym wspaniałym MATKOM, które potrafiły przez te okrutne lata przeprowadzić swoje dzieci tak, że nie tylko nie zapomniały języka ojczystego i nie straciły wiary, ale że wróciły umocnione i przeświadczone, że nic złego nie może się stać człowiekowi bez Woli Bożej, a każde cierpienie ma swój kres."

Dyrektor szkoły Pani Maria Trześniowska

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information